Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Forum
Linki
Kategorie Newsów
Galeria
Szukaj
Komentarze
Użytkowników Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 31
Nieaktywowany Użytkownik: 0
Najnowszy Użytkownik: marinaes
Ostatnie Artykuły
Nasze filmy - YouTube
Hubertus 2011
Relacja z pierwszych...
Kontakt
Parcours na Redłowsk...
Polecamy
Polski Związek Jeździecki
Polski
Związek
Jeździecki
Zrealizowane marzenie - Teresa Szydłowska

I Otwarte Mistrzostwa Gdyni w Skokach przez Przeszkody

Teresa Szydłowska

Rocznik Gdyński nr 13



W 1928 r. na Polance Redłowskiej pod Gdynią powstał nowy stadion konkursów hippicznych. Historia tego wydarzenia jest następująca. W roku poprzednim 2 pułk szwo¬leżerów Rokitniańskich, stacjonujący wówczas pod Gdynią, urządził w dniu swego święta na Polance Redłowskiej konkursy hippiczne połączone z różnymi pokazami sprawności. Imprezie przyglądała się znaczna liczba publiczności z jawnym zachwytem. Emocjonalny ten czynnik postanowili wykorzystać oficerowie pułku w celu propagowania polskości na wybrzeżu bałtyckim, aby niweczyć wrogie ustosunkowanie się do Polaków-Niemców z Gdańska i okolicy. Postanowiono więc stworzyć w Gdyni stadion sportów konnych, na który uczęszczałyby szerokie rzesze publiczności Wybrzeża.
Pułk nie miał jednak odpowiednich środków materialnych na zbudowanie stadionu, zwrócił się więc do Pomorskiego Towarzystwa Zachęty do Hodowli Koni w Grudziądzu, aby wspólnymi siłami zbudować stadion i tor wyścigów konnych w Gdyni. Towarzystwo przyjęło tę myśl z aplauzem i zwróciło się z kolei o pomoc do Dyrektora Departamentu Chowu Koni w Ministerstwie Rolnictwa - F. Jurjewicza, który zawsze odnosił się życzliwie do popierania sportów konnych. Za jego staraniem został wydzielony z państwowej domeny Redłowo, leżącej pod Gdynią, odpowiedni obszar gruntu i dana dotacja na zbudowanie na Polance Redłowskiej stadionu dla konkursów hippicznych.
Do budowy zabrano się raźno i już w dniach 21 i 22 lipca 1928 r. odbyły się na Polance Redłowskiej pierwsze konkursy hippiczne pod egidą Pomorskiego Towarzystwa Zachęty do Hodowli Koni, do którego oficerowie 2 pułku szwoleżerów wstąpili gromadnie na członków. Stadion zbudowany został w malowniczym miejscu i ściągał dużo publiczności.
Kiedy przeczytałam ten fragment z obszernej i bardzo szczegółowej książki "Dzieje konkursów Hippicznych w Polsce" W. Pruskiego - mój niespokojny duch nie zaznał przez dwa ostatnie lata spokoju. Przecież obecny stadion "Arki" to właśnie ów hipodrom budowany z takim poświęceniem i entuzjazmem. Dodam jeszcze za W. Pruskim, że aż do działań wojennych odbywały się na nim jedne z bardziej prestiżowych konkursów hippicznych, w których startowały takie sławy polskiego jeździectwa jak słynny "Hubal" - major H. Dobrzański, Eryk Brabec - jedyny z żyjących świadków ówczesnych wydarzeń, A. Królikiewicz, S. Starnawski, K. Gzowski. W. Zorzclski, S, Skupiński, H. Roycewicz, J. Najnert, P. Nerlich-Dąbski, major M. Toczek. Byli to w większości wojskowi a wśród nich wielu było olimpijczykami.
Myśli o powrocie do tradycji, o ożywieniu naszej pięknej Polanki Redłowskiej nie dawała mi spokoju. Pierwsze kroki skierowałam w 1996 r. do Ryszarda Toczka - Pełnomocnika Zarządu Miasta d/s Sportu i Turystyki - słusznie rozumując, że nie odmówi mi pomocy: wszak brat Jego dziadka, major Michał Toczek, starował w Gdyni!
Odbyliśmy we dwójkę wizję lokalną, zaczynając od "księżycowego dołu", czyli słynnej górki za stadionem, poprzez las aż do samej Polanki. Mój entuzjazm osłabł nieco, gdy się dowiedziałam, że stadion jest "nie do wzięcia". Kilka tygodni później skierowałam pismo da Pana Prezydenta Urli o ujęcie Zawodów Konnych w programie obchodów 70-lecia nadania praw miejskich naszemu miastu.
Nie jest mi trudno zorganizować w mieście imprezę plastyczną, 20 lat rutyny robi swoje. Ale zawody konne? Nie jestem nawet zawodnikiem, a tylko "jeźdźcem niedzielnym", wiedzę o koniach i zawodach posiadam jaką taką, w mojej rodzinie było wielu znakomitych fachowców, w tym wuj Jan Czamecki, niegdysiejszy działacz Polskiego Związku Hodowców Koni, ale to było wszystko...
Trzeba było znaleźć ludzi chętnych do zorganizowania tak karkołomnego przedsięwzięcia. Rzec można - miałam szczęście na takowych trafić, głównie wśród byłych zawodników Akademickiego Klubu Jeździeckiego. Oto oni: państwo Małgorzata i Roman Goetlowie, Michał Kulikowski, Krzysztof Kremky, Olgierd Niczko (notabene. syn słynnego kapitana N. Niczki - "Dalajlamy") z żoną Lidią, p. Zenon Dziemiańczuk, dr Tadeusz Łopaciński, dr Krzysztof Skorupski - trener z Kolibek, dyr. Hipodromu Sopot Krzysztof Niecko (gdynianin!), wreszcie p. Sławomir Walentynowicz, Leszek Niczyporuk z Koleczkowa, a nieco później dobili do nas państwo Elżbieta i Dariusz Orzoł, którzy przy samej organizacji zawodów nadrobili zaległości. Kiedy już pierwsze lody zostały przełamane, czemu się dziwić nie należy - wszak wśród tych znakomitych osób byłam "ciałem obcym" - rozpoczęliśmy gorączkowe debaty.
Pani Małgorzata Goetel wpadła na pomysł, że musimy zrzeszyć się i jeszcze w tamtym roku tytułem próby powinniśmy zorganizować zawody konne. Wszak musieliśmy się sprawdzić w działaniu. Powstało Gdyńskie Towarzystwo Hippiczne, swego konta i siedziby aż do zawodów użyczyła nam "Wspólnota Polska", poparcia i współorganizacji podjął się Urząd Miasta, który zdecydował, że zawody odbędą się na Polance Redłowskiej tuż za hotelem "Lazurowy'". Nie muszę dodawać, ze gdyby nic hojni sponsorzy - BG Leasing. Hartwig, "Morliny", "Golden Trade". "Autobud", "Dyamykon" - zawodów by nie było. Bardzo potężnie wsparło nas radio "Eska-Nord" i "Kurier Gdyński" - nie dostaliśmy pieniędzy, ale dzięki fachowym i rzeczowym audycjom (40 jednominutowych impulsów radiowych z coraz bardziej zwiększającą się częstotliwością) oraz artykułom prasowym - mogliśmy rozpropagować zawody i naszych sponsorów. Nieodpłatnie dostaliśmy wspaniała trybunę dla sponsorów i komisji sędziowskiej od "Poltransu", a od firmy "Polnada"
zieleń do dekoracji. Hipodrom Sopot wypożyczył nam parcours i przeszkody.
Kiedy w sobotę po południu w przeddzień zawodów przyjechałam na Polankę - nic wierzyłam własnym oczom: Polanka Redłowska tętniła życiem, zrobiła się kolorowa. Wspaniała zieleń zyskała dodatkową oprawę. Już tego dnia schodzili się ludzie, zaciekawieni zmianą scenerii.
Podejmując decyzję tak karkołomną wiedzieliśmy jedno: jesteśmy skazani na sukces. Jeśli nie uda nam się w tym roku - nikt nie zaufa nam w przyszłym. Przygotowywaliśmy się bardzo starannie, zarówno od strony sportowej, propagandowej, jak i plastycznej. Na trybunie była loża sponsorów, wszyscy mieli identyfikatory z logo naszego Stowarzyszenia, które przedstawia parę jeźdźców na plaży, w tle mających Orłowski Klif. Był ciepły posiłek dla sponsorów i służb miejskich. Tym ostatnim należą się słowa podzięki - nie mieli wprawdzie wiele pracy, wszak publiczność (ok. 2 000 osób) była wspaniała i zdyscyplinowana, ale też nie odmawiali nam wszelkiej pomocy, a potrzebna była i "Drogówka", i Policja Prewencyjna, Straż Miejska i Pogotowie.

23 lipca 1995 r. o godzinie 10.00 pokazem 6-osobowej grupy dziewcząt ze Szkółki Jeździeckiej w Kolibkach nieoficjalnie rozpoczęliśmy I Otwarte Mistrzostwa Gdyni w Skokach przez Przeszkody. Panienki pod wodzą trenera Krzysztofa Skorupskiego skakały na konikach polskich (między sobą nazywamy je "Myszowate"). Był to wzruszający moment, kiedy w leśnej scenerii ukazała się kawalkada nieomal identycznych koników polskich prowadzona przez jeźdźca ze straży miejskiej na rosłym pięknym koniu. Kawalkadę zamykała amazonka, też ze straży. Dziewczęta skakały niezwykle dzielnie, dość powiedzieć, że najlepsza zawodniczka zakończyła konkurs na wysokości 110 cm, a była to wysokość, od której zaczynał się Konkurs "L" dla oficjalnych zawodników. Po tym miłym wydarzeniu, kiedy już dzieci z Kolibek odebrały upominki i flos, udekorowano koniki - Prezydent Maciej Brzeski dokonał oficjalnego otwarcia zawodów.
W programie zawodniczka JLKS Sopot Mariola Kurowska dała piękny pokaz ujeżdżania, który publiczność nagrodziła burzliwymi oklaskami. Zaszczyt pierwszego startu po 67 letniej przerwie od pierwszych zawodów konnych w Gdyni -przypadł zawodnikowi JLKS "Nadwiślanin" z Kwidzyna - Mirosławowi Forysiowi. Gdyńskie Towarzystwo Hippiczne uhonorowało młodego zawodnika specjalnym pismem i pamiątkowym flos, drugie takie flos wysłaliśmy Erykowi Brabecowi, który mimo zaproszenia wystosowanego przez panią Prezydent Cegielską z przyczyn zdrowotnych nie mógł być z nami. tego dnia.
Panu Brabecowi pragnę poświęcić słów kilka. Marzył ponoć całe powojenne swoje życie, aby konie wróciły na Polankę Redłowską - dziwnym zrządzeniem losu spełniliśmy Jego marzenia. A był to zawodnik wspaniały. Posiadamy historyczne zdjęcia Pana Brabeca - startującego w Gdyni, a startował na trzech koniach i z trzema końmi - siedząc na jednym a dwa mając po bokach - wyjeżdżał do dekoracji.


I Otwarte Mistrzostwa Gdyni w Skokach Przez Przeszkody obejmowały m.in. konkurs "L" na styl jeźdźca, który wygrały ex equo dwie zawodniczki: Joanna Dudek na koniu "Kentucky" i Magdalena Cybulska (córka znanej plastyczki Zdzisławy Cybulskiej) na koniu "Bandolier". W konkursie "P" z wyborem trasy tryumfował na koniu "Brylant" Leszek Niczyporuk z KJ "Siwa"' z Koleczkowa. Konkurs potęgi skoku wygrała Iwona Sputo z JLKS Sopot na "Korridzie" skacząc 170 cm. Zawodniczka otrzymała oprócz nagrody pieniężnej puchar ufundowany przez członka GTH Krzysztofa Kremky i puchar Komendanta Straży Miejskiej Zenona Karbowiaka "dla najlepszej amazonki". Grand Prix i Puchar Prezydenta Miasta Gdyni przypadł znakomitemu zawodnikowi JLKS SOPOT Markowi Orłosiowi, skaczącemu na "Krokusie".
Członkowie GTH mimo nawału prac związanych z organizacją zawodów odważnie zmierzyli swe siły: pani Małgorzata Goetel - Prezes GTH startowała na dwóch koniach, również Michał Kulikowski i jego dwunastoletni syn Filip stanęli w szrankach jak na prawdziwych jeźdźców przystało. Zawody zakończyły się ok. godz. 18 00. Startowało 50 zawodników i koni, głównie reprezentantów klubów z Polski Północnej. W następnym roku, jubileuszowym, liczyliśmy na znacznie większą stawkę zawodników - przygotowywaliśmy się do zawodów trzydniowych z obsadą międzynarodową.
W poniedziałek, 24 lipca 1995 r. rano, Polanka Redłowska czyściutko wysprzątana świeciła pustką, a ja dopiero oglądając relację z zawodów w telewizyjnej Gdańskiej Panoramie, uwierzyłam, że spełniło się naprawdę nasze marzenie.

 
 
Dodane przez teresa dnia luty 05 2007 18:18:26
0 Komentarzy ˇ 4800 Czytań Drukuj
 Komentarze
Brak komentarzy.
 Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Nasze filmy
Kontakt
Zegar
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Losowa fotografia
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Brak postów.

Powered by v6.01.1 © 2003-2005 by Nick JonesLeviathan by:
492986 Unikalnych wizyt